środa, 28 maja 2014

Informacja + Zwiastun :)

Kochani z racji tego, że w poniedziałek wyjeżdżam na Zieloną Szkołę, a wracam w piątek to obawiam się, że rozdział pojawi się dopiero po moim powrocie. Mam nadzieję, że uda mi się coś dodać w weekend, abyście mniej czekali. Druga sprawa to komentarze. Jest ich naprawdę mało. Nie wiem, czy jest sens to pisać dalej skoro zdaję sobie sprawę z tego, że bardzo mało osób to czyta, a skoro czytacie to napiszcie chociaż jedno słowo w komentarzu, żebym po prostu wiedziała że jest jakiś sens to dalej ciągnąć. Trzecia sprawa to zwiastun mojego opowiadania. Mam nadzieję, że obejrzycie :* Zapraszam i do następnego :)
Zwiastun :)


*Wykonany przez autorkę dwóch wspaniałych blogów Love Choice
www.love-choice.blogspot.com
www.worried-college.blogspot.com
zajrzyjcie a nie pożałujecie :)
ask
twitter

środa, 21 maja 2014

Rozdział 10

-Widziałem samochód Biebera przed twoim domem.
-To chyba nie powinno cię interesować.- burknęłam
-Jeszcze się kurwa nie nauczyłaś, że masz odpowiadać mi z szacunkiem
-Nie będę robiła tego co i powiesz. Daj mi w końcu spokój. - znowu próbowałam przemówić mu do tego pustego łba, ale nie minęło nawet 10 sekund, a pożałowałam swoich słów, kiedy na wyraz twarzy Jake'a. Był co najmniej zły. Nic nie mówił. Po prostu stał ze złością wymalowaną w oczach. Popchnął mnie na łóżko. Myślałam, że znów będzie chciał mnie zgwałcić, ale ni mogłam wyczytać jego zamiarów z jego twarzy. Poczułam ostry ból na moim brzuchu, twarzy, plecach znowu twarzy, później ból przeszywał całe  moje ciało. Próbowałam się bronić, ale byłam niczym w porównaniu do niego. Malutką mrówką siedzącą na trąbie słonia, a raczej leżąca pod słoniem. Nie miałam wystarczająco siły, żeby się bronić. Okładał mnie pięściami nie zważając na nic. Wyrywałam się. Płakałam. Krzyczałam. Aż w końcu nastało ciemność.

Jake's POV

Popatrzyłem na Abby. Jej powieki powoli opadały, a jej ciało stawało się bezwładne. Czy ona udaje? Nie, nie udawała. Kurwa, ja nie mogę tu zostać. Jebana suka mogła się bronić. Dobra, nie będę teraz rozmyślał. Muszę stąd uciec. Popatrzyłem jeszcze raz na Abby. Jej twarz była blada. Z jej nosa spływała krew. Miała rozcięty łuk brwiowy i wargę no i siniaki. Dość duże. Bardzo. Tak w zasadzie to cała jej twarz była posiniaczona i opuchnięta. odwróciłem się na pięcie i szybko zbiegłem ze schodów

Justin's POV

Zdenerwowany jechałem do domu. Wiedziałem, że tego tak nie zostawię ale musiałem dać trochę czasu. I jej, jak i sobie. Chociaż wiem, że ja tego czasu nie potrzebowałem, ale musiałem uszanować jej decyzję. Do tej pory nie wiem o co chodziło. Kurwa, zakochałem się w niej. Nic na to nie poradzę. Ale to jest kurewsko dziwne. Znam dziewczynę miesiąc, ale czuję do niej coś, czego jeszcze do nikogo nie czułem. Szczerze mówiąc mogę mieć każdą dziewczynę. Ale chcę ją. To dziwne. Kiedy nie widzę jej  ciągu dnia, uważam ten dzień bez sensu. Kiedy zasypiam mam ją przed oczami, kiedy się budzę mam ją przed oczami, kiedy jem śniadanie, mam ją przed oczami, kiedy rozmawiam z innymi mam ją przed oczami, kiedy biorę prysznic mam ją przed oczami, kiedy rozmawiam przez telefon mam ją przed oczami, kiedy prowadzę samochód mam ją przed oczami. Dobra może już skończę. Przejeżdżałem koło parku, w którym pierwszy raz ją zobaczyłem. Poczułem coś dziwnego, z podmuchem wiatru poczułem jej obecność, jakby siedziała teraz obok mnie. Chęć nagłego zobaczenia jej. Gwałtownie zawróciłem i skierowałem się do domu Abby. Pomyśli, że jestem jakiś psychiczny. Trudno. Chciałem się tam dostać jak najszybciej. Pewnie złamałem kilka przepisów i kilka razy przejechałem na czerwonym świetle, ale wtedy tego nie zauważałem. Zaparkowałem na podjeździe pod jej domem. Wbiegłem po schodach i wszedłem tym razem bez pukania.
-Abby?!- nikt się nie odezwał - Clara?!- ponownie. Może poszły na zakupy- pomyślałem, ale wtedy nie zostawiłyby otwartych drzwi. Ruszyłem do pokoju Abby. Zachowywałem się jak jakiś włamywacz, ale trudno. Stanąłem przed drzwiami próbując dosłyszeć cokolwiek, co mogło by oznaczać, że po ich drugiej stronie ktoś się znajduje. Nic nie słyszałem. Dotknąłem klamki i powolnym ruchem, tak aby stworzyć jak najmniej hałasu otworzyłem drzwi. To co zobaczyłem zmroziło mi krew w żyłach. Abby leżała na łóżku. Miała zaschniętą krew na twarzy rękach i dekolcie. Była opuchnięta i sina. Jedno słowo przychodziło mi na myśl- Jake.  Moje ciało zdrętwiało, a nogi zaczęły mięknąć. Szybko do niej podbiegłem i zacząłem potrząsać jej drobniutkim ciałem.
-Abby, skarbie. Abby.- nic nie dawało. Sięgnąłem  po telefon. Numer Clary.
-Halo Clara. Abby ktoś pobił. Jest nieprzytomna Jadę z nią do szpitala.- mój głos drżał
-Co jak to pobił? Przecież była z tobą- była zdenerwowana i przerażona
-Nie wiem jak to się stało. Wyszedłem na chwile, a jak wróciłem to..- mój głos się załamał.
-Dobra uspokój się Justin. Wszystko będzie dobrze. Porozmawiamy już na miejscu. Postaram się być jak najszybciej. Włożyłem telefon z powrotem do kieszeni. Wziąłem Abby ostrożnie na ręce w stylu ślubnym i najdelikatniej jak tylko potrafiłem, a zaraz najszybciej wyszedłem z domu. Położyłem ją delikatnie na tylnych siedzeniach samochodu i szybko usiadłem za kierownicą. Jechałem najszybciej jak tylko było możliwe. Po pół 10 minutach byliśmy już na miejscu.
-Abby dasz radę słyszysz?- szeptałem chyba bardziej do siebie niż do niej.Wszedłem do szpitala z moją księżniczką na rękach. -  Pomocy!- krzyknąłem podbiegając do jakiegoś lekarza.
-Co się stało?
-Została pobita
-Połóż ją tutaj wskazał na łóżko szpitalne, które przywiozły pielęgniarki.



***


Siedziałem na szpitalnym korytarzu z głową schowaną w dłoniach. Obok mnie siedziała Clara.
-Czy wiesz kto to mógł zrobić?- zapytała nieśmiało
-Oczywiście, że wiem- powiedziałem załamującym głosem
-Kto?
-Jake- wypowiedziałem to imię z jadem w głosie- Nie powinienem zostawiać jej samej. Powinienem być przy niej- jedna samotna łza spłynęła po moim policzku, ale Clara szybko ją otarła
-To nie twoja wina kochanie. Nie obwiniaj się.- po tych słowach na korytarz wszedł lekarz, a ja jak oparzony ruszyłem w jego stronę.
-Co z nią?
-Jest pan kimś z rodziny?- jak ja kurwa nienawidzę tego pytania, spojrzałem na Clarę, a ona podeszła do mnie.
-Jest-powiedziała- ja jestem jej matką
-Cóż, pańska córka poniosła bardzo duże obrażenia zewnętrzne jak i wewnętrzne co w tym przypadku jest najgorsze. Została bardzo poważnie pobita, w wyniku czego ma połamane żebra. Mieliśmy wątpliwości, czy nie przebiły one płuc, co byłoby zagrożeniem życia, ale na szczęście po wykonaniu badań wykluczyliśmy tą ewentualność. Pacjentka straciła przytomność w wyniku bólu fizycznego i szoku. Musieliśmy zastosować narkozę podczas badania, aby nie obudziła się w jego trakcie, co mogłoby wywołać u niej szok. Niedługo powinna się obudzić. Będziemy podawać jej leki przeciwbólowe, a teraz należy czekać. Możecie do niej wejść.- po tych słowach odszedł, a ja wypuściłem powietrze, nie wiedząc, że w ogóle je wstrzymywałem. Czułem się strasznie z tym, że gdybym nie wyszedł wtedy stamtąd ona teraz siedziała by bezpieczna w domu pewnie próbując mnie wygonić, ale jestem tak cholernie głupi. Gdybym mógł zabrałbym z niej cały ból i przeniósł na siebie. Ale nie mogłem.Ona na to nie zasłużyła. Czułem się bezsilny. Ta cała sytuacja dała mi do myślenia, że coraz bardziej się w niej zakochuje, że coraz bardziej mi na niej zależy i, że staje się dla mnie jeszcze ważniejsza. Zdałem sobie sprawę, że nie mogę jej stracić. Zamknąłem oczy i miałem przed oczami Abby, kiedy spała. Jest taka piękna, taka spokojna i bezbronna. Przypomniałem sobie kiedy pierwszy raz nocowała u mnie w domu, wtedy po imprezie. 

*Wspomnienie*
-Ciii będzie dobrze. Pomogę ci.
-Nie uda ci się Justin on jest niebezpieczny. On może ci coś zrobić. Już teraz za daleko w to zabrnąłeś. Chcesz zaryzykować? Nie boisz się?
-Chcę ci pomóc i zrobię to nieważne ile miałbym przez to poświęcić.
-Ja nie jestem tego warta.
-Jesteś warta wszystkiego.
-Ja jeszcze niedawno myślałam, że może uda mi się jakoś od niego uwolnić. Ale zaczęłam wątpić. A on próbował mnie zgwałcić. I to nie jeden raz. Ale ty mnie uratowałeś. Jak to się dzieję, że zjawiasz się w takim momencie?
-Może jestem twoim aniołem stróżem?





~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~
Hej kochani :) Łapcie 10 rozdział. Jak to szybko minęło już 10. Przepraszam, że taki krótki. No to się porobiło. Powiem wam, że jestem wściekła na Jake'a. Przepraszam was za wszystkie te momenty medyczne, wiem że może to być nieprawidłowe, ale musiałam to jakoś napisać. Bardzo dziękuję za wszystkie miłe słowa i bardzo proszę o komentarze, bo wtedy wiem czy ktoś to w ogóle czyta i czy jest sens pisania tego. Kocham i do następnego :*
twitter
ask

wtorek, 13 maja 2014

Rozdział 9

 Justin's POV
-Justin, co jest z tobą?  Jesteś jakiś blady- z zamysłu wyrwał mnie głos Austina
-Co? Nie, znaczy tak
-Co jest?
-Abby przed chwilą oznajmiła mi że nie chce mnie znać
-Uuu pierwszy zawód miłosny w nowym miejscu. No Bieber szybko, szybko. Gratulacje myślałem że trochę więcej ci to zajmie- żartował co chwila wybuchając śmiechem
-Zamknij się . Serio nie mam nastroju na żarty.- po tych słowach wstałem i ruszyłem w kierunku mojego samochodu. Nie wiem co takiego zrobiłem, że ona nie chce mnie widzieć. Wczoraj jeszcze wszystko było jak zwykle. Spędziliśmy razem cały dzień i nic złego nie zrobiłem. Może tak mi się tylko wydawało. Teraz już nic nie wiem. Siedziałem już przed kierownicą i nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Jadę do niej. Droga do domu Abby ciągnęła mi się w nieskończoność. Odetchnąłem z ulgą kiedy w końcu zaparkowałem. Na podjeździe pod jej domem. Niekontrolowanie spojrzałem na okno pokoju mojej księżniczki. Co ja w ogóle gadam? Ona nie jest moja i pewnie nigdy nie będzie. Miała zaciągnięte rolety. Rzadko to robiła. Mówiła zawsze, że lubi jak słońce wpada do jej pokoju przez okno, a dzisiaj jest naprawdę słoneczny dzień. Mówiła, że to ją trochę rozwesela i rozjaśnia. Wszedłem po schodach i zapukałem do drzwi. Otworzyła mi Clara.
-O cześć Justin. Jak się masz? Cos się stało. Jakos dziwnie wyglądasz. Chodź wejdź. - powiedziała ma jednym tchu, ta kobieta jest bardzo podobna do mojej mamy. Nie wierzę, że o tym teraz myślę
-Dzień dobry. Noe, nic się nie stało. Mógłbym porozmawiac z Abby?
-Mam nadzieje ze nie zmajstrowaliscie mi wnuka sądząc po twojej minie
-Nie spojnie nie będzie wnuka- chociaz odrobine udalo jej sie poprawic mi humor-to mógłbym
-Tak jasne, jest u siebie
-Dziękuje -chciałem jak najszybciej skończyć tą rozmowę i to wszystko wyjaśnić. 
Szedłem po schodach do pokoju Abby. Wszedłem bez pukania, jak robiłem to zazwyczaj. To co zobaczyłem spowodowało tysiące fikołków w moim brzuchu. Leżała skulona na brzegu łóżka. Jej ciało się trzęsło. Płakała. Nawet nie zauważyła, że jestem w pokoju. Dopiero kiedy usiadłem po drugiej stronie, podniosła głowę.
-Wyjdź stąd!- powiedziała stanowczo, ale spokojnie
-Poczekaj Abby, powiedz mi przynajmniej co zrobiłem.
-Nic nie zrobiłeś. To nie twoja wina. Po prostu zapomnij, że w ogóle mnie poznałeś.
-A co jeśli nie potrafię?
-Będziesz musiał się nauczyć, a teraz proszę cię wyjdź.
-Wytłumacz mi dlaczego.
-Justin proszę cię nie utrudniaj tego. Tak będzie lepiej.
-Lepiej dla kogo?!- zaczynałem się denerwować
-Dla ciebie
-Żartujesz sobie?- miałem nadzieję, że to jakieś pieprzone mamy cię, ukryte kamery czy coś takiego
-Nie, a teraz wyjdź
-Nie wyjdę, dopóki ze mną nie porozmawiasz- nie dawałem za wygraną
-Owszem wyjdziesz- po tych słowach Abby po prostu wypchnęła mnie z pokoju i zamknęła mi drzwi dosłownie przed nosem. Słyszałem jeszcze tylko przekręcany klucz w zamku. Napisałem smsa.

DO ABBY ;* : 

Nie odpuszczę

I nie żartowałem. Wiedziałem, że muszę się dowiedzieć co się stało. Za bardzo mi na niej zależy. Nawet jak na przyjaciółce. Zsunąłem się po ścianie i usiadłem pod drzwiami. Usłyszałem kroki na schodach.

-Justin wszystko w porządku?
-Nie chce ze mną rozmawiać, a najgorsze jest to, że nawet nie wiem za co.
-Spokojnie na pewno wszystko się wyjaśni.
-Nie ma pani nic przeciwko żebym tu został
-Jasne, że nie i mówiłam ci już żebyś mówił mi po imieniu.
-Dziękuję Clara.- uśmiechnąłem się lekko
-Nie ma za co. Od razu lepiej. Chcesz coś do picia?
-Nie mam ochoty.
-Zależy ci na niej, co?
-Nawet sobie nie zdajesz sprawy jak bardzo.- wymruczałem żeby mnie nie usłyszała, ale chyba mi się nie udało.
-I dobrze, nigdy nie lubiłam Jake'a- zrobiła obojętną minę i odeszła
-Ja też nie- szepnąłem prawie niesłyszalnie

Abby's POV

Musiałam to zrobić dla jego dobra. Jak go od siebie odepchnę Jake mu nic nie zrobi. Na mnie może się znęcać, ale nie na nim. On nie ma z tym nic wspólnego, a ja sama się wpakowałam w to gówno. Powiedz mu prawdę. On wtedy nie odpuści. Chcesz żeby nie odpuścił. Chce jego dobra. Naprawdę? Uggr już sama nie wiem czego chce. Widać. Dzięki głosie. Położyłam się znowu na łóżku. Nie wiem nawet kiedy odpłynęłam do krainy Morfeusza. 


***

Obudziłam się czując uderzenie. Boże spadłam z łóżka. Serio? Spojrzałam na wyświetlacz telefonu, żeby jak zwykle po przebudzeniu sprawdzić godzinę. 16.07 Dobrze zrobiła mi taka drzemka. Przynajmniej się na sobą nie użalałam. Postanowiłam zejść na dół do kuchni zrobić sobie herbatę, potem się wykąpać i przez cały wieczór ryczeć na jakiś romansidłach w telewizji lub DVD. Weszłam jeszcze do łazienki i związałam włosy w wysokiego kucyka. Wychodząc zabrałam klucz do moich drzwi z komody. Włożyłam go do zamka i przekręciła dwa razy jak za pierwszym razem. Kiedy chciałam otworzyć drzwi do końca coś mi przeszkodziło. Wystawiłam głowę przez próg i zobaczyłam Justina z głową opartą o moje drzwi. Spał. Boże on tu siedział ponad 3 godziny? Ukucnęłam, aby być na jego wysokości. Wyglądał tak słodko kiedy spał. Zawsze tak samo. Tak, widziałam go wcześniej kilka razy śpiącego. Poprawiłam mu grzywkę z czoła i potrząsnęłam lekko jego ramię.
-Justin- zero rekcji, potrząsnęłam jeszcze raz tylko trochę mocniej.- Justin kochanie- Tak, często tak siebie nazywamy, jesteśmy przyjaciółmi. Tylko. 
-Abby?- wyszeptał pytająco
-Wstawaj idioto, usnąłeś tutaj- zachichotałam cicho
-Przepraszam
-Nie przepraszaj. Powinieneś już iść
-Abby..
-Nie Justin
-Ja nie potrafię o tobie zapomnieć. Nie mogę cię stracić. Jesteś moją przyjaciółką.
-Daj sobie trochę czasu. Niedługo zapomnisz.
-Spójrz mi w oczy i powiedz, że tego właśnie chcesz. - trafił w sedno, spuściłam głowę, Justin podniósł palcem mój podbródek, tak, żebym spojrzała mu w oczy.-  Powiedz to..- nie odezwałam się- Tak myślałem. To mi wystarczy, żeby walczyć.  - po tych słowach wyszedł. A ja stałam osłupiała przed moimi drzwiami powoli uświadamiając sobie, że nie mam już szans na normalne życie. Weszłam ponownie do swojego pokoju i usiadłam na łóżku. 
-Abby! Wychodzimy z tatą do znajomych. Wrócimy późno.- usłyszałam głos mojej mamy. Świetnie, zostawcie mnie jeszcze samą. Wstałam i ruszyłam w kierunku łazienki. Stanęłam przed lustrem i po prostu się przyglądałam. Spuściłam głowę.  Nagle poczułam parę rąk oplatających moją talię. Te łapy poznam wszędzie.
-Widzę, że się mnie nie posłuchałaś- szepnął mi do ucha 
-O czym ty mówisz? - zmarszczyłam brwi odwracając się.
-Widziałem samochód Biebera pod twoim domem.




~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~`~
Hej wszystkim. Łapcie 9 rozdział. W sumie nic się nie dzieje, ale fajnie mi się go pisało. Przepraszam  za błedy, ale pisałam na tablecie.   Nie wiem czy zauważyliscie ale dodalam muzykę zeby się przyjemniej czytało. Proszę o komentowanie i udział w ankiecie. Kocham i do następnego ;*
KLIKNIJ CZYTAM

CZYTASZ=KOMENTUJESZ



czwartek, 8 maja 2014

Rozdział 8

Justin's POV
Obudziły mnie promienie słoneczne. Patrząc na widok za oknem stwierdziłem, że musi być dość późno. Nie myliłem się. Spojrzałem na swojego I Phone'a. 11.21-kurwa- wykrzywiłem usta w grymasie. Nie chciało mi się wstać. Leniwie zwlokłem się z łóżka i skierowałem się w stronę łazienki po drodze wygrzebując jakieś ubrania z szafy. Wykonałem mój codzienny rytuał poranny.
-Justin! Wstałeś już?!- jeszcze bardziej rozbudził mnie głos mojej mamy pochodzący z kuchni.
-Już dawno oczywiście- parsknąłem żartobliwie- tylko siedziałem w pokoju- dodałem szybko schodząc po schodach na dół.
-Cześć wszystkim- powiedziałem z uśmiechem- Co ty taki zadowolony?- odpowiedziała mi mama ze zdziwieniem na twarzy
-Też się cieszę, że cię widzę mamo. U mnie wszystko w porządku, ale dzięki, że pytasz. Nie, nic mnie nie boli, dobrze się czuje- Pattie próbowała powstrzymać śmiech na moją odpowiedź przepełnioną sarkazmem.
-Nie złość się synku. Cieszę się, że wszystko u ciebie gra, ale ostatnio chodzisz dziwnie szczęśliwy. Nie, żeby mi przeszkadzało.
-To chyba dobrze prawda?
-Oczywiście, że dobrze, a powód?
-Uspokój się mamo, nie ma powodu.
-Dobrze spokojnie Justin. Może zaprosisz Abby dzisiaj do nas na kolację?
-Ta jasne- starałem się ukryć swój entuzjazm
-Zjesz śniadanie?
-Dzięki mamo, zjem na mieście
-Skoro dla ciebie jakaś chemia jest lepsza ode mnie to proszę bardzo
-Mamo, dobrze wiesz, że gotujesz najlepiej na świecie
-Ale z ciebie lizus- zażartowała
-Już ktoś mi to kiedyś powiedział- uśmiechnęłam się przypominając sobie jak Abby niedawno mnie nazwała- dobra mamo idę pograć w koszykówkę z Austinem
-Idź, idź- poganiała mnie rękoma wyganiając z kuchni. Wyszedłem z domu jednocześnie wybierając numer Austina
-Hej stary, gdzie jesteś?
-Czekam już na naszym boisku a ty?
-Wsiadam do samochodu właśnie- starałem się brzmieć jak najbardziej obojętnie
-Żartujesz sobie ze mnie, prawda?
-Wstałem dzisiaj o 11.21
-Co za kretyn tak późno wstaje?
-Austin wyluzuj nie miałem powodu żeby wstać wcześnie, są wakacje przecież
-Byłeś ze mną umówiony. Czy to nie wystarczający powód?
-Wyluzuj stary zaraz będę
-Dobra dobra
Austin nie czekając już na moją odpowiedź rozłączył się. Kiedy usłyszałem sygnały byłem już w samochodzie. Odpaliłem silnik i ruszyłem w kierunku naszego boiska. Włączyłem moją ulubioną stację radiową i nuciłem piosenki, które wpadły mi w ucho. Abby. Znów o niej myślałem. Jak na razie Jake nie dawał o sobie znać. Miałem nadzieję, że już na zawsze. Szczerze tak go nienawidziłem. Brzydził mnie jego widok. Niby go nie znałem, ale świadomość, że robił takie rzeczy Abby nie dawał mi spokoju. Czy on nie ma głowy. Najwyraźniej ma, tylko że pozbawioną mózgu. Na każdą myśl o nim miałem ochotę zwymiotować. Zaciskałem i poluźniałem moje pięści na kierownicy. Musiałem się uspokoić zanim spowoduje wypadek. Nim to zdążyło nastąpić byłem już przed naszym boiskiem.


***
-Halo! Justin ty mnie w ogóle słuchasz?-Austin wymachiwał rękami przed moimi oczami
-Hmm co? Aa tak tak słucham cię.
-Ta jasne, to co przed chwilą powiedziałem?
-Co? Yy no ten mówił..
-Wiedziałem- przerwał mi- O czym tak myślisz?
-Tak po prostu się zamyśliłem
-A jak ma na imię ta "tak po prostu"?
-Co? O co ci chodzi?- udawałem zdezorientowanego
-Przestań udawać. Już miesiąc znasz tą Abby i miesiąc przy mnie jesteś nieobecny, jesteś myślami zupełnie w innym miejscu.- tłumaczył gestykulując rękami
-Nie wiem stary, może masz rację
-Jeszcze się nie nauczyłeś, że zawsze mam rację?
-Chyba w twoich niespełnionych snach- powiedziałem po czym zacząłem się śmiać.
Przypomniałem sobie o prośbie mamy. Miałem zaprosić Abby na kolację.

DO ABBY ;*:
Hej księżniczko masz dziś wieczorem czas? Mama zaprosiła cię do nas na kolację.

Wysłałem sms'a i włożyłem telefon do kieszeni czekając na odpowiedź. Wiedziałem, że się zgodzi ale i tak byłem niespokojny. Poczułem wibracje w kieszeni.

OD ABBY ;*:
Nie zobaczę się z tobą ani dzisiaj, ani jutro, ani nigdy więcej.

Kiedy czytałem tego sms'a serce szybciej mi zabiło. Zrobiłem coś o czym nie wiem? O co jej chodzi?

DO ABBY ;*:
Ale dlaczego? Coś się stało?

 Niemalże po minucie otrzymałem odpowiedź

OD ABBY ;*:
Po prostu o mnie zapomnij.

Mam o niej zapomnieć? Teraz? Kiedy cały czas o niej myślę? Nie potrafię przestać o niej myśleć, a co dopiero zapomnieć. Nie czekałem już dłużej. Wybrałem do niej numer i wcisnąłem zieloną słuchawkę.

Abby's POV
Wstałam o 10.00. Minął już miesiąc wakacji, a mimo świadomości, że niedługo będę musiała wrócić do szkoły dobrze mijał mi czas. Dużo spędzałam go z Justinem. Znam go dość krótko, ale mogę nazwać go swoim przyjacielem. Czy chciałabym, żeby był kimś więcej? Oczywiście. Wiem, że to niemożliwe. Nawet jeśli jakimś cudem on odwzajemni moje uczucia to nie mogę narażać go na niebezpieczeństwa ze strony Jake'a. I tak już za daleko to wszystko zaszło. Byłam już ubrana, leżałam na łóżku oglądając powtórki mojego ulubionego serialu, zajadając się żelkami i zabijałam się myślami. Była 12.43. Poszłam na dół zjeść coś porządnego. Mama wcisnęła we mnie zupę. Kiedy już zjadłam znowu poszłam do swojego pokoju. Ledwo zamknęłam drzwi, one znów się otworzyły.
-Cześć kochanie. Stęskniłaś się?- kiedy usłyszałam ten głos poczułam ciarki na całym ciele i nieprzyjemny uścisk w żołądku. Odwróciłam się i zobaczyłam Jake'a uśmiechającego się od ucha do ucha.
-Jake- wyszeptałam- chyba powinniśmy porozmawiać- powiedziałam już głośniej
-Też tak sądzę- oznajmił
-Posłuchaj Jake- powiedziałam siadając na łóżku- chcę z tobą spokojnie porozmawiać. Jeszcze raz. Ja już cię nie kocham od dłuższego czasu. Nie chcę już z tobą być. Powinieneś sobie ułożyć życie z kimś innym. Ja chcę być znów wolna. Nie chcę być od nikogo zależna. Ten związek jest bez sensu- przerwał mi śmiech Jake'a
-Nie kochanie. Będziesz ze mną czy tego chcesz czy nie. Ja kocham ciebie ty kochasz mnie. Kochasz tylko mnie tylko po prostu nie jesteś tego świadoma. Zawsze mnie kochałaś. Rozumiesz to? My już zawsze będziemy razem. - na te słowa po prostu się rozpłakałam, bo coraz bardziej zdawałam sobie sprawę, że z nim jest coś nie tak. Tłumaczyłam mu wiele razy że nie chce mieć z nim nic wspólnego. Jake przybliżył się do mnie, położył rękę na moim policzku. Próbowałam ją strącić, ale nie miałam wystarczająco siły. - Ciii Abby. Moje słoneczko. Kocham cię, wiesz? - przybliżył swoje usta do moich, odpychałam go, naprawdę go odpychałam. Ale co ja mogłam? Przejechał językiem po mojej wardze prosząc o dostęp, którego oczywiście mu nie dałam. Złapał moje nadgarstki jeszcze mocniej, a ja uchyliłam usta z bólu. Uzyskał to czego chciał. - odsunął się ode mnie. - Powiedz, że mnie kochasz- nic nie odpowiedziałam. - Powiedz to- wysyczał przez zęby mocniej zaciskając uścisk na moim nadgarstku.
-Kocham cię- wyszeptałam i ponownie się rozpłakałam. Usłyszałam dźwięk mojego telefonu oznaczającego sms'a
-To od niego?- wykrzyczał Jake- Od tego twojego lovelasa? Zapomnij o nim już nigdy więcej go nie zobaczysz. Wzięłam telefon i przeczytałam wiadomość.

OD JUSTIN:

 Hej księżniczko masz dziś wieczorem czas? Mama zaprosiła cię do nas na kolację.

-Przeczytaj- rozkazał i zrobiłam to. Zabrał mi telefon i coś napisał. Rzucił go na łóżko, a ja pierwsze co zrobiła to wzięłam go i zobaczyłam sms'a wysłanego przez Jake'a


DO JUSTIN:

 Nie zobaczę się z tobą ani dzisiaj, ani jutro, ani nigdy więcej.

-Dlaczego to zrobiłeś?

-Dobrze wiesz- po tych słowach znów dostałam sms'a

OD JUSTIN:

 Ale dlaczego? Coś się stało?

Zdążyłam przeczytać ostatnie słowo wiadomości od Justina i mój telefon znów został mi wyrwany z ręki.

-Oddaj mi ten telefon!- krzyknęłam ale, on nic sobie z tego nie robił

DO JUSTIN:

Po prostu o mnie zapomnij

- Zwariowałeś?! Justin to mój przyjaciel.

-Wystarczy, że widzę jak się na ciebie patrzy, to daje mi powód do tego, abyś nie mogła się z nim spotykać.
-Jak się patrzy?
-Jak by nie widział poza tobą nic innego.
-Przestań Jake.- nie zdążyłam nic innego powiedzieć bo poczułam silny ból na moim policzku. Znów mnie uderzył. Nic nie powiedziałam. Po chwili usłyszałam dźwięk dzwonka mojego I Phone'a
-Jeśli to on. Masz mu powiedzieć, że nigdy więcej już się z nim nie zobaczysz rozumiesz? Chyba, że chcesz dostać mocniej.- bałam się go, musiałam zrobić wszystko co kazał
-H-h-halo- zająkałam się
-Abby co się dzieję?- usłyszałam zdezorientowanie w jego głosie
-J-j-ja - chciałam mu to jakoś wytłumaczyć, ale dostałam złowrogie spojrzenie od Jake'a
-Płakałaś?
-Nie chce się już z tobą widywać. Zapomnij o mnie. Nie pisz, nie dzwoń, najlepiej usuń mój numer. Cześć- nie czekając na jego odpowiedź po prostu się rozłączyłam i wybuchnęłam płaczem.
-Grzeczna dziewczyna- Jake pogładził mnie po plecach na co się wzdrygnęłam
-Nienawidzę cię- szepnęłam.


~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.

Hej kochanie. W końcu jest 8 rozdział. Byłam chora dlatego dopiero teraz. Coś się zaczyna dziać. Przepraszam, że taki krótki i trochę nudnawy. Zajrzyjcie do bohaterów, bo trochę zmieniłam. Proszę bardzo o komentarze. I dziękuję wszystkim, którzy to czytają. Mam urodzinki w sobotę uhuh xd Przepraszam za błędy nie chciało mi się sprawdzać. Kocham i do następnego ;**
KLIKNIJ CZYTAM
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
twitter
ask

niedziela, 27 kwietnia 2014

Rozdział 7

*2 tygodnie później*
Abby's POV
Powiedziałam mu wszystko. Nie wiem czy dobrze zrobiłam. Teraz to i tak nie ma znaczenia. Jest źle. Jake nie daje spokoju ani mi, ani Justinowi. Najgorsze jest to, że wplątałam w to jeszcze jego. Po co mi to było?
Bo byłam samolubna. Myślałam tylko jak ulżyć swojemu cierpieniu. Nie pomyślałam, że tamten psychopata może mu coś zrobić. Myślałam, że Justin odpuści. Pomógł mi raz, drugi i w tym momencie jestem pewna, że mógłby zrobić to po raz trzeci. Jest moim przyjacielem. Tak, tak mogę go nazwać. Ufam mu. Teraz gdy zna już moją tajemnicę, nie mam co przed nim  ukrywać. Wstałam dziś dość wcześnie. 8.45. Tak jak na mnie to bardzo wcześnie. Nie mogłam spać. Cały czas przewracałam się z boku na bok myśląc. O czym myślałam? To chyba oczywiste. O moim cudownym spokojnym życiu zwykłej, niewidzialnej zupełnie przewidywalnej nastolatki. A tak naprawdę to myślałam o Jake'u i o tym jak się od niego uwolnić. Wstałam z łóżka kierując się do łazienki po drodze przeglądając się w lustrze. Wyglądałam jak gówno. Może nawet gorzej. Włosy roztrzepane, każdy w inną stronę, opuchnięte oczy od płaczu. Tak, tak właśnie wyglądałam. Weszłam do łazienki od razu wchodząc pod prysznic. Odkręciłam kurek i poczułam spływające krople gorącej wody. Wcierałam w siebie żel pod prysznic i relaksowałam dzięki gorącu. Spłukałam pianę i wyszłam z kabiny. Osuszyłam się ręcznikiem i przypomniałam sobie, że zapomniałam ubrań z pokoju. Zawinęłam się ręcznikiem, który teraz sięgał mi do połowy ud i wyszłam z łazienki w celu znalezienia jakiś ubrań. Otworzyłam drzwi i o mało nie dostałam zawału.
-Bieber co ty tu robisz?!- krzyknęłam prawie na cały dom
-Też się cieszę, że cię widzę. Jak to co robię, podziwiam widoki- odpowiedział z zadziornym uśmiechem
-Jakie widoki?- zapytałam zdezorientowana dopiero po chwili zorientowałam się że stoję przed chłopakiem w samym ręczniku.- Jesteś niewyżyty- zaśmiałam się kręcąc głową
-Jestem tylko facetem- zaczął się usprawiedliwiać wymachując rękami
-Dobra poczekaj na mnie idioto idę się ubrać
-Nie musisz przecież. Tak jest dobrze.- odpowiedział z tym znanym uśmiechem
-Możesz pomarzyć- mówiąc te słowa wyjęłam z szafy czarne postrzępione szorty i beżową koszulkę na ramiączkach z nadrukiem : "pick me" Ponownie weszłam do łazienki zdejmując z siebie ręcznik i wkładając wcześniej wybrane ubrania.
-Dobra już jestem gotowa
-Ślicznie wyglądasz- odpowiedział Justin odwracając głowę w moją stronę
-Nie podlizuj się- zaśmiałam się- Co robisz?
-Oglądam twoje zdjęcia. Ile tu miałaś lat?- szatyn pokazał palcem na moje zdjęcie z rodzicami, na którym byliśmy na wakacjach.
-Chyba 13 ale nie pamiętam dokładnie- odpowiedziałam zgodnie z prawdą
-Już wtedy byłaś piękna- powiedział jeżdżąc kciukiem po zdjęciu.
-Dziękuję, ale naprawdę z ciebie lizus- powiedziałam śmiejąc się i roztrzepując jego włosy
-Ja tylko mówię prawdę. Tobie to prawić komplementy.
-Nie jestem przyzwyczajona-
Justin już otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale przerwał mu głos mojej mamy.
-Abby!
-Tak mamo?! - powiedziałam wystawiając głowę przez próg mojego pokoju.
-Musimy już z tatą jechać do biura. Uważaj na siebie. W razie czego biorę klucze. Aaa i Jake do ciebie przyszedł. Kto przyszedł? Chyba się przesłyszałam. Naprawdę mamo.
-Dobrze mamo idź już bo się spóźnisz.- powiedziałam szybko odwracając głowę z powrotem do pokoju.- -Justin, Jake przyszedł. Co ja teraz zrobię? Boże on mnie zabiję
-Spokojnie skarbie nic ci nie zrobi jestem tu- powiedział spokojnym głosem, podszedł do mnie i przytulił mnie pocierając moje plecy, aby mnie uspokoić. I właśnie w tamtym momencie drzwi do pokoju się otworzyły. Serio nie mógł sobie wybrać lepszego momentu. 
-Zabieraj te łapy od mojej dziewczyny- wysyczał Jake wyraźnie zły
-Z tego co wiem, to już nie jest twoja dziewczyna.- Justin odpowiedział spokojnym głosem. Chyba za spokojnym
-Słucham?! Coś ci się chyba pomyliło!- wykrzyczał prosto w twarz Justinowi na co ten zaciągnął mnie za swoje plecy zasłaniając mi przy tym cały widok. Moje oczy zaczęły wilgotnieć, a pod powiekami zaczęły zbierać się łzy.
-Posłuchaj mnie. Zostawisz Abby w spokoju, bo jak widać ona nie chce mieć już z tobą nic wspólnego. - Szatyn zaczął mówić spokojnie nie unosząc głosu. Nie wiem jak on mógł zachować taki spokój.
-Posłuchaj mnie. Nie będziesz mi mówił co mam robić ze swoją dziewczyną.- powiedział i odepchnął Justina tym samym łapiąc mnie za ramię i przyciągając do drzwi.
-Puść mnie kretynie to boli!- próbowałam wyrywać się z jego uścisku.
-Gdybyś była grzeczna to by nie bolało. - po tych słowach Jake został przyciągnięty do ściany. Justin. Korzystając z okazji uciekłam na drugi koniec pokoju. Justin zaczął okładać Jake'a pięściami i kopiąc go na co on zgiął się wpół. Jake nie pozostając dłużny odepchnął go od siebie również zaczynając go bić. Tak świetnie Abby. Zaraz oboje się pozabijają. A ty co? Gówno. Co mam zrobić?
-Przestańcie!- na moje słowa oboje odwrócili głowy w moją stronę. Nie sądziłam, że tak szybko poskutkuje.
-Jake wydaje mi się, że chyba się trochę zasiedziałeś.
-Myślisz, że tak łatwo się mnie pozbędziesz. Nie uda ci się. - wysyczał wychodząc z pokoju trzaskając drzwiami.
-Nic ci nie jest?- Justin podszedł do mnie łapiąc mnie za ramiona.
-Nie, mi nic. Ale ty znowu przeze mnie musisz cierpieć.
-Uspokój się Abby jakie cierpieć. Wszystko w porządku.
-Dziękuję.- powiedziałam i dotknęłam kciukiem jego rozciętą brew. - Chodź zajmiemy się tym
-Nie przesadzaj. Naprawdę nic mi nie jest. To nawet nie szczypie.
-Masz zamiar dalej dyskutować czy później ze mną do tej łazienki?
-Jesteś strasznie uparta
-Powiedz mi coś czego nie wiem.- powiedziałam uśmiechając się.
Weszliśmy do łazienki. Justin usiadł na murku obok wanny. Tak miałam dosyć sporą łazienkę. A ja schyliłam się do szafki, aby wyjąć kosmetyczkę, w której była woda utleniona. Wiem, że się dziwicie. Po co mi ona. Moja kochana mamusia była przewrażliwiona i troszeczkę nadopiekuńcza i czuję się lepiej gdy mam wodę utlenioną przy sobie. Wiem, że to dziwne. Powiem wam, że Justin z tą rozcięta brwią wyglądał uroczo. Czekaj co? Moje myśli mnie przerażają. Rozsunęłam suwak szukając płynu do oczyszczenia rany. I przez przypadek na podłogę wyleciało mi małe pudełeczko z żyletkami. Jak oparzona szybko po nie sięgnęłam. Chyba za szybko, bo szatyn od razu zorientował się co w pudełeczku może być.
-Pokaż mi to- zażądał stanowczym tonem
-Ale to nic takiego.- zaczęłam się usprawiedliwiać
-Skoro to nic takiego to możesz mi pokazać
-Ale po co?
-Chcę zobaczyć co to jest.
Próbowałam schować pudełko, ale Justin dosłownie wyrwał mi je z ręki. Kiedy zorientował się co dokładnie trzyma w dłoni. Zaczął przyglądać się moim nadgarstkom. Jego wzrok zatrzymać na moim lewym nadgarstku, ponieważ na nim miałam dużo bransoletek. Chyba od razu domyślił się dlaczego. Powolnymi ruchami zaczął zdejmować moje bransoletki.
-Co ty robisz?- zaczęłam mu wyrywać rękę
-Spokojnie chcę tylko coś sprawdzić
Skończyłam swoje próby, bo wiedziałam, że to i tak nic nie pomoże. Kiedy zdjął ostatnią bransoletkę przekręcił mój nadgarstek, aby mieć dobry widok. Zobaczył moje świeże i stare rany. W jego oczach było widać ból, cierpienie, troskę, współczucie? Nie wiem. Przyłożył usta do moich ran i delikatnie je całował.
-Obiecaj mi, że już więcej tego nie zrobisz.
-Justin, ja nie mogę
-Ciii obiecaj że nie tego nie zrobisz. Dla mnie.
Po tych słowach po prostu mnie przytulił. Szczerze mówiąc chyba tego potrzebowałam. Takiego wsparcia.

Jake's POV

Nie kurwa. Tak nie będzie. Co ona sobie wyobraża. Że tak po prostu sobie ją odpuszczę. Znalazła sobie jakiegoś lovelasa od siedmiu boleści i się z nim puszcza. Mi się nawet dotknąć nie pozwoliła. Jebana suka. Nie będzie mną pomiatała. Przecież ja ją kocham. Wszystko bym dla niej zrobił. Ona musi być moja i tylko moja już na zawsze. Nie może mieć kontaktu z nikim. Musze znaleźć jakiś sposób, żeby była tylko ze mną. I chyba już wiem jaki. Muszę tylko jeszcze trochę poczekać. One jeszcze będzie ze mną. Ze mną i z nikim innym. Nie może być z kimś innym.

Justin's POV

Wyszedłem od Abby około 16.00. Spędziliśmy popołudnie u niej w domu oglądając filmy. Szczerze w ogóle mi to nie przeszkadzało. Lubię spędzać z nią czas. Jest cudowną osobą i nie mogę pojąć dlaczego musiała tak cierpieć? Przez tego chuja ona próbowała się zabić. On jest nienormalny. Znam tą dziewczynę trzy tygodnie, na pewno mniej niż on, ale coś mnie do niej ciągnie. Ona jest inna. Taka niewinna. Zupełnie bezbronna. Nie potrafię sobie wytłumaczyć dlaczego tak po prostu nie mogę wyrzucić jej z mojej głowy. Nie mogę wytrzymać dnia bez niej. Żeby jej nie zobaczyć. Żeby jej nie przytulić. Żeby jej nie usłyszeć. Żeby nie zobaczyć jej zaraźliwego uśmiechu. Żeby nie poczuć jej zapachu. Kurwa. Czy ja się zakochałem?


~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.

Hej kochani. Dodaję siódmy rozdział. Wydaję mi się, że jest trochę nudny. Już siódmy jak to szybko leci. Dziękuję za tyle wyświetleń. Chciałabym bardzo poprosić każdą osobę, która przeczyta o komentarz. Wtedy wiem, ile osób to czyta i czy jest w ogóle jakiś sens, żeby to pisać. Jestem cały czas na asku i na twitterze, więc gdybyście mieli jakieś pytania to zapraszam. Dopisujcie się do informowanych. Kocham i do następnego ;***
KLIKNIJ CZYTAM
CZYTASZ=KOMENTUJESZ

niedziela, 20 kwietnia 2014

Rozdział 6

-Jake, błagam cię nie rób mi krzywdy- próbowałam się wyrywać, ale niestety chłopak był silniejszy ode mnie.
-Też tęskniłem- wymruczał mi do ucha, okręcając mnie tak, że teraz byliśmy odwróceni do siebie twarzami.
Chłopak zaczął składać mokre pocałunki na mojej szyi, przerzucając mnie przez swoje ramię.
-Jake postaw mnie! Błagam nie rób mi tego.
-Już raz ci odpuściłem- mówił z tym swoim przesłodzonym uśmieszkiem.
-Ej koleś co ty odpierdalasz?!- usłyszałam głos Justina. Odetchnęłam z ulgą choć nadal się bałam.
Justin's POV
-Ciebie to chyba nie powinno obchodzić. Mogę robić z nią co chcę i tobie chuj do tego.- powiedział z ironią w głosie.
-Tak się składa, że ona tutaj przyszła ze mną i z tego co widać nie ma zamiaru z tobą rozmawiać- wysyczałem przez zęby wskazując na wyrywającą się i krzyczącą Abby. Byłem coraz bardziej wkurzony.
-To zabawne, przyszła z tobą, a stała przy barze sama. To moja dziewczyna, więc albo się kurwa odsuniesz po dobroci albo tak obiję ci ten ryj, że odechce ci się nawet patrzeć na tą dziwkę.- Abby cały czas krzyczała szlochając. Poczułem ścisk w żołądku widząc ją w takim stanie.
-Ostatni raz ją tak nazwałeś. Jesteś żałosny. Proponuję zainwestować w mózg. Uderzyłem go pięścią w brzuch przez co zgiął się w pół, a Abby mogła wyswobodzić się z jego uścisku. Pociągnąłem ją za rękę stawiając obok siebie.
-Pożałujesz tego i ty też- wskazał palcem na Abby. Po tych słowach skierował się w stronę drzwi kopiąc po drodze jakiś przedmiot.
Abby's POV
-Wszystko okej?- Justin zapytał mnie z troską (?) w oczach
-Takk chyba tak. Mógłbyś odwieźć mnie do domu?
-Tak masz rację chyba powinniśmy wracać.
-Nie, odwieź mnie i możesz wracać.
-Nie bądź głupia. Myślisz, że po prostu wrócę tu i będę się dobrze bawił?
-Jak chcesz- odpowiedziałam obojętnie. Po chwili żałowałam mojego tonu głosu, patrząc na wyraz twarzy Justina. Był smutny. Szatyn złapał mnie za rękę i pociągnął do wyjścia. Wsiedliśmy do samochodu.
-Może pojedziemy do mnie i tam przenocujesz?- mam z nim jechać?
-Ale po co?- zapytałam starając się nie pokazać żadnych emocji
-Chcesz, żeby twoi rodzice zobaczyli cię w takim stanie?- mówiąc to potarł mój policzek ocierając łzy. Nawet nie zorientowałam się, że nadal płaczę
-Nie chcę ci robić problemu.
-Nie robisz żadnego problemu. Tata z Jazzy i Jaxonem wyjechali do babci, a mama na pewno nie będzie miała nic przeciwko.
-A co z moimi rodzicami?
-Zadzwoń do nich i powiedz, że gorzej się poczułaś i przenocujesz u koleżanki
-Okej dziękuję- moje ciało ponownie zaczęło się trząść
Wszystko będzie dobrze- uśmiechnął się pocieszająco.
-Nie będzie.- już nie odpowiedział. Zauważyłam po jego zachowaniu, że po prostu nie wiedział co. Dojechaliśmy do jego domu po około 10 minutach jazdy. Austin nie mieszkał zbyt daleko od Justina. Szatyn wysiadł z samochodu i otworzył drzwi również mi. Uśmiechnął się lekko, a ja nie potrafiłam odwzajemnić jego gestu. Objął mnie ramieniem, na co go lekko odepchnęłam. On cię uratował debilko. Nic ci nie zrobi.
-Przepraszam- westchnęłam
-Nie to ja przepraszam.
Wchodząc do domu rozejrzałam. Było naprawdę ładnie. Tak nowocześnie.
-Mamo to moja koleżanka Abby. Gorzej się poczuła i przenocuje u nas.
-Oczywiście, jeśli nie będzie problemu- dodałam
-Jakiego problemu skarbie?- kobieta obdarowała mnie szerokim wręcz zaraźliwym uśmiechem.- jestem Pattie, mów mi po imieniu.
-Dziękuję Pattie jesteś bardzo miła.
-Nie ma sprawy. Jakbyś miała jakiś problem to zawsze możesz do mnie przyjść kochanie.
-Dobrze mamo my może pójdziemy na górę.- odezwał się Justin
-Dobranoc dzieci.
Justin zaprowadził mnie do swojego pokoju. Szczerze mówiąc nie był to pokój typowego nastolatka. Był taki bardziej dojrzalszy? Nie wiem jak to opisać. Widać, że ma głowę na karku. Dobra głupia jestem. Nieważne.
-Chcesz wziąć prysznic?- z rozmyśleń wyrwał mnie głos Justina
-Tak
-Okej tu masz ręcznik, a tu jakieś ciuchy, w których możesz spać.
-Dziękuję
Po tych słowach weszłam do łazienki. Zsunęłam swoją sukienkę i wskoczyłam pod prysznic. Dokładnie umyłam ciało i włosy. Opłukałam się z piany następnie wychodząc z kabiny. Osuszyłam się ręcznikiem i owinęłam nim włosy. Założyłam ubrania od Justina i wyszłam z łazienki.
-Justin, która właściwie godzina?
-22.00
-Podasz mi torebkę, zadzwonię do rodziców.
-Jasne trzymaj. - rzucił mi torebkę, którą ledwie złapałam
-A tak właściwie to co ty robisz?
-Szykuję sobie spanie na podłodze a na co to wygląda?- odpowiedział z uśmiechem
-Justin przestań możesz przecież spać na łóżku
-A ty ze mną?
-A mam inne wyjście?
-Raczej nie
-No właśnie
-Dobra dzwonię
Mama odebrała już po drugim sygnale
-Hej Abby coś się stało?
-Nie mamo wszystko w porządku, tylko trochę gorzej się poczułam i przenocuje u koleżanki okej?
-Jesteś pewna, może przyjadę do ciebie?
-Nie mamo, naprawdę wszystko okej. Po prostu, chciałam zadzwonić, że nie wrócę na noc.
-No dobrze córciu tylko uważaj na siebie i jakby coś się działo to dzwoń.
-Dobrze mamo. Dobranoc. Kocham cię
-Dobranoc Abby. Też cię kocham.
Dziwicie się dlaczego moja mama tak łatwo na wszystko pozwala? Cóż, są wakacje, a ja z moją mamą mam naprawę bardzo dobrą relację. Jest jak moja przyjaciółka i często się tak zachowuje. Ufa mi i ja jeszcze nigdy jej nie zawiodłam.
-Abby mam tu dla ciebie tabletkę przeciwbólową- powiedział Justin wyciągając do mnie rękę.
-O dziękuję, już drugi raz ja nie wiem co ja bym bez ciebie zrobiła.
-Zginęła byś skarbie- zachichotał, na co ja odwzajemniłam jego gest.
-Kładziemy się spać?- zapytał się w momencie kiedy połknęłam lek.
-Tak, ty czytasz mi w myślach czy jak?- zaśmiałam się
-Chciałabym
-Oj uwierz mi nie chciałbyś- odpowiedziałam na co chłopak się zaśmiał
-To nie jest śmieszne- powiedziałam kładąc się do łóżka, chłopak zrobił to samo nie przerywając śmiechu.- z czego się tak śmiejesz?
-Z ciebie
-No dzięki- udałam obrażoną
-Nie złość się na mnie księżniczko.
Ja przybierając już poważną minę znowu przypomniałam sobie wydarzenia z dzisiejszego dnia. Kiedy on zniknie z mojego życia? Jake
-Nie myśl o tym- przerwał mi głos Justina- powiesz mi kim on jest? - zastanawiałam się czy powiedzieć mu prawdę. W końcu doszłam do wniosku, że mu powiem. Po pierwsze dlatego, że Jake wie jak on wygląda i pewnie łatwo mu tego nie odpuści. Po drugie dlatego, że pomimo, że znam Justina bardzo krótko to zaufałam mu. Ze względu na to, że pomógł mi już tyle razy. Wiem, że warto go mieć przy sobie w trudnych momentach.
-Jake to od roku mój chłopak. Tylko, że problem w tym, że już od dawna próbuję się od niego uwolnić. Nie kocham go i z biegiem czasu zastanawiam się czy kiedykolwiek go kochałam. Na pewno był dla mnie ważny, ale teraz już nie jest. Brzydzę się nim. Boję się go. Od momentu, w którym oznajmiłam mu, że nie chce już dłużej z nim być, co było jakieś 7 miesięcy temu. Znęca się nade mną- mój głos się załamał. - bije, poniża jeszcze raz bije, wyzywa i bije. Zastanawiałam się co jest z nim nie tak. Kiedyś był normalny. Przy znajomych zachowuje się normalnie. Uchodzimy za najzwyklejszą, szczęśliwą parę, nawet przy moich rodzicach. Nie wiem już co mam myśleć. To mnie przerasta- załkałam
-Ciii będzie dobrze. Pomogę ci.
-Nie uda ci się Justin. On jest niebezpieczny. On może ci coś zrobić. Już teraz za daleko w to zabrnąłeś. Chcesz zarezykować? Nie boisz się?
-Chcę ci pomóc i zrobię to nieważne ile miałbym przez to poświęcić
-Ja nie jestem tego warta
-Jesteś warta wszystkiego.
-Ja jeszcze niedawno myślałam, że może uda mi się jakoś od niego uwolnić. Ale zaczęłam wątpić. A on próbował mnie zgwałcić. I to nie jeden raz. Ale ty mnie uratowałeś. Jak to się dzieję, że zawsze zjawiasz się w takim momencie?
-Może jestem twoim aniołem stróżem?- zachichotał
-Dziękuję
-Nie dziękuj, nie masz za co. To nie powinno cię spotkać. Nie zasłużyłaś na to. Przepraszam, że cię zostawiłeś samą przy tym barze. Nie chciałem, żeby coś ci się stało. Poradzimy sobie z tym.
-To nie będzie proste. To jest za bardzo niebezpieczne. Ty nie powinien..- przerwał mi Justin kładąc palec na moich ustach.
-Cii nawet tak nie mów. Idziemy spać.
Chłopak objął mnie ramieniem i splótł nasze nogi. Czułam na swojej szyi jego spokojny oddech. W myślach dziękowałam Bogu, że postawił go na mojej drodze. Byłam samolubna i to bardzo. Myślałam tylko o sobie. Mogła już wtedy go od siebie odsunąć, ale ja myślałam tylko o sobie. Nie powinnam się urodzić Zamknęłam oczy i odpłynęłam.

~.~.~.~.~.~.~.~.

Hej Kochani. Patrzcie dodałam rozdział. Szczerze mówiąc myślałam że dodam go dopiero pojutrze, ale udało się dzisiaj. Mam nadzieję, że się podoba. Przepraszam, że krótki. Następne będą dłuższe. Obiecuję. Życzę wam wszystkim mokrego dyngusa jutroooo :**  Kliknijcie CZYTAM. Kocham was <3 I do następnego ;**
CZYTASZ=KOMENTUJESZ

wtorek, 15 kwietnia 2014

Rozdział 5


Bałam się tego, że to spotkanie będzie dziwne. Widać niepotrzebnie. Jazda w samochodzie minęła bardzo szybko. Fajnie mi się z nim rozmawia. Myślałam, że będzie się zachowywał z dystansem w stosunku do mnie i odzywał jak do dziecka albo umysłowo chorej. A on był... normalny? Dzięki temu mogłam się otworzyć i wyluzować. 

Justin's POV

Ona jest niesamowita. Rozmawiałem z nią jak z kumplem, którego znam od lat. Im więcej czasu z nią przebywam tym bardziej nie mogę pojąć jak tamten chłopak mógł jej coś takiego zrobić. Może powinienem zapomnieć, ale nie potrafię. To cały czas mnie męczy. Pojechaliśmy do kawiarni na lody, ale zamówiliśmy je tylko w środku i postanowiliśmy się przejść.
-Ejj Justin jesteś brudny?- zrobiła śmieszną minę
-Gdzie?- uniosłem jedną brew w zaciekawieniu
-Tu- przystawiła swojego loda na moją twarz, całkowicie mi ją brudząc
-Ppprzepraszam- powiedziała przez śmiech
-Już możesz uciekać- starałem się być poważny
-Sugerujesz że mnie złapiesz?
-Tak dokładnie to sugeruje.
Abby szła tyłem a ja przed nią powolnym krokiem. Dochodziliśmy właśnie do parku i mina Abby momentalnie się zmieniła.
-Coś się stało?- zapytałem
-Musimy tędy przechodzić?
-Spokojnie Abby nie musimy jeśli nie chcesz, ale nie musisz się przejmować, że coś ci się stanie.
-Wiem- odparła tylko bez uczuć- ale nie chce aby te wspomnienia wróciły. Przepraszam- lekko zadrżał jej głos
-Nie masz za co księżniczko.

Abby's POV

Nie miałam ochoty patrzeć na to miejsce jeszcze raz. Nie chciałam na nowo sobie tego przypominać. To było za wcześnie dla mnie.
-Możesz odwieźć mnie do domu?- zapytałam
-Jasne, że mogę ale jesteś pewna, że chcesz już wracać?
-Tak, przepraszam że tak nagle, ale jakoś straciłam humor.
-Rozumiem.
Doszliśmy do samochodu Justina. Szczerze mówiąc to nie znałam się za bardzo na samochodach, ale ten był wizualnie wyjątkowo ładny. Podobał mi się. Justin też ci się podoba  odezwał się głosik w mojej głowie? Co kurwa? Znam go zaledwie od dwóch dni. Uratował cię  No i jestem mu za to wdzięczna, ale nic więcej
Zobaczymy Dobra przymknij w końcu tą swoją jadaczkę. Brawo Abby niedługo ty też staniesz się psychiczna tak jak twój niezrównoważony chłopak. Idiotka Ale to prawda. Dużo mi do niego brakuję. W samochodzie Justinowi nie brakowało żartów czego skutkiem był mój śmiech.
-Justin przestań bo brzuch mnie już boli od śmiechu- wydukałam przez uśmiech
-Ale przecież to zdrowie- starał się być poważny
-Znam inne sposoby na zdrowy tryb życia
-Tak? Na przykład jakie?- podniósł brwi
-Na przykład- zacięłam się- cokolwiek, jest ich za dużo- zaczęłam wymachiwać rękami
-Masz racje jest ich dużo, ale spędzenie czasu z nieziemsko przystojnym chłopakiem, który ma zasób tysiąca żartów jest zdecydowanie najprzyjemniejszy.
-Jesteś za bardzo pewny siebie
-Wydaję ci się
-Yhhm wydaję mi się, że tak
-No to jesteśmy na miejscu.
-No to ja będ... - przerwał mi Justin
-Poczekaj Abby w sobotę mój kumpel Austin robi domówkę. Może byś wpadła?
Pierwsze co mi wpadło do głowy kiedy usłyszałam to pytanie to odmówić. Co jeśli Jake się dowie. Ale potem pomyślałam o tym co wiele razy sobie obiecywałam. Zacznę nowe życie bez niego.
-Tak jasne mogę przyjść
-Serio? Tak oczywiście że serio. Wpadnę po ciebie jutro o 20.00 okej?
-Jutro?! Jak to jutro? Przecież miała być sobota
-Abby sobota jest jutro?
-Naprawdę?
-Tak dzisiaj jest piątek jutro sobota- zaśmiał się- A czy to coś zmienia?
-Nie nie jutro 20.00 Nie ma sprawy
-No to do jutra
-Do zobaczenia
Ruszyłam w stronę domu. Już w progu zobaczyłam kurtkę Jass. Mimowolnie kąciki moich ust uniosły się.
-Jestem już!
-Abby! Jass czeka na ciebie na górze!
-Dobrze mamo już idę.
Nie wiem czy wspominałam Jass wie o wszystkim o Jake'u i o Justinie. Mówię jej o wszystkim. Wtedy czuję się lepiej, więc nie widziałam potrzeby, żeby ją okłamywać. Powiedziałam jej także o jutrzejszej imprezie miała wątpliwości, ale w końcu poparła mój pomysł.



***

Justin's POV
-Justin czy ty mnie w ogóle słuchasz?- Austin zaczął się niecierpliwić
-Co? No tak tak słucham.
-Tak? To o czym mówiłem przez ostatnie 10 minut?
-Jak to o czym? O mojej urodzie zapewne- zaśmiałem się
-Stary o czym ty tak dumasz? O tej lasce z parku?
-Tya przyjdzie ze mną jutro do ciebie to ją poznasz.
-Zapytam ją co ci zrobiła?
-Co ty masz na myśli?
-Od wczoraj chodzisz jakiś zamyślony, nieobecny. Znam cię nie od dziś. Nie możesz jej wyrzucić z pamięci i zapomnieć?
-Właśnie chodzi o to, że nie mogę. Czuję, że waruję. Znam dziewczynę od trzech dni i od tamtej pory o niczym innym nie myślę. Nie mogę sobie wyobrazić co tamten idiota mógłby jej zrobić gdybym przyszedł tam 5 minut później.
-Dobra stary nie stresuj się tak. Jakoś to będzie. Ale szczerze to nie wydaję mi się, żeby chodziło tylko o sytuację z tym facetem. Spodobała ci się co?
-Co? Niee. Nie wiem.- prawda była taka, że spodobała mi się, fajnie mi się z nią rozmawiało. Zupełnie inaczej niż z innymi dziewczynami. No i była pierwszą osobą jaką tutaj znam.
-Wiedziałem. Ciekawy jestem co ona w sobie takiego ma.- zaśmiał się 


***

Abby's POV
12.00 No ładnie. Spałam dobre dziesięć godzin. Przynajmniej to dobre dla zdrowia. Uśmiechnęłam się mimowolnie przypominając sobie moją wczorajszą rozmowę z Justinem. Dzisiaj jest sobota, ale poza wieczorną imprezą nie mam innych planów. Przydałoby się ogarnąć ten syf. Ruszyłam do łazienki. Wykonałam poranną toaletę oraz uczesałam włosy w niedbały kok. Ubrałam krótkie dresowe spodenki i za duży T-shirt. Otworzyłam okno aby trochę przewietrzyć. Pościeliłam moje piękne łóżeczko, które kochałam nad życie i zaczęłam odkurzanie. O 16.00 postanowiłam zacząć się przygotowywać. Wiem, że miałam jeszcze sporo czasu, ale gdybyście widzieli mnie w tamtej chwili zrozumielibyście moją decyzję. Weszłam pod prysznic myjąc dokładnie ciało i włosy. Owinęłam się ręcznikiem i stanęłam przed szafą. No i znowu ten sam problem. To nie, to nie, to na pewno nie, to może by.. nie jednak nie. O ta jest idealna. Wybrałam czarną obcisła sukienkę sięgającą trochę przed kolano. Wzięłam ją do ręki razem z czarną koronkową bielizną i ponownie poszłam do łazienki. Zdjęłam ręcznik z moich włosów i delikatnie je osuszyłam następnie rozczesując moje długie kudły. Ubrałam sukienkę, następnie podłączając suszarkę do kontaktu. Po około pół godzinie moje włosy były całkowicie suche. Tak wiem, że to długo ale moje włosy są naprawdę długie i gęste. Co poradzę? Postanowiłam, że zostawię je rozpuszczone lekko podpinając grzywkę. Kiedy byłam już prawie gotowa spojrzałam na zegarek. 19.55. Trudno Justin trochę poczeka. Nałożyłam na twarz trochę podkładu oraz pudru. Zrobiłam sobie delikatne kreski, następnie tuszując rzęsy maskarą. Usta delikatnie musnęłam błyszczykiem. Spojrzałam jeszcze raz na lustro stojące obok mojej szafy. Jest okej. Zabrałam torebkę i zeszłam na dół. 
-Mamo ja już wychodzę!
-Baw się dobrze skarbie tylko nie zapomnij kluczy!
Wyszłam przed dom szukając wzrokiem Justina. Nie musiałam robić tego długo, ponieważ chłopak zaparkował bardzo blisko mojego domu. Wyszedł z samochodu na co ja podeszłam bliżej. Justin popatrzył na mnie od stóp do głów po czym oblizał wargę.
-Cześć
-Wyglądasz niesamowicie.- uśmiechnął się.
-Dzięki ty też niczego sobie- powiedziałam odwzajemniając jego gest.
Chociaż delikatnie rzecz ujmując też wyglądał dobrze. Wsiedliśmy do samochodu. Droga nie była długa po trwała może 15 minut? Chłopak przepuścił mnie w drzwiach na co się uśmiechnęłam. Miałam tylko jeden cel. Wyluzować się i zapomnieć. Nie, to nie znaczy że chcę się uchlać i naćpać do nieprzytomności. Ja chcę się po prostu dobrze bawić. W końcu. Podeszliśmy z Justinem do baru. 
-Czego się napijesz?
-Obojętnie byle by było mocne, liczę na twój gust- uśmiechnęłam się
Justin zajął się robieniem mojego drinka. 
-Abby przepraszam cię na chwilkę- powiedział podając mi go
-Nie ma sprawy. Nigdzie się nie ruszam.
Odprowadziłąm Justina wzrokiem ze względu na moją ciekawość. Widziałam, że wita się z kimś. W czasie jego nieobecności popijałam mój napój przyglądając się ludziom. W pewnej chwili para umięśnionych ramion owinęła się wokół mojej talii.
-Wybrałaś się na imprezę beze mnie- jakiś mężczyzna wyszeptał mi do ucha przez poczułam nieprzyjemny dreszcz na plecach. Ten głos rozpoznam wszędzie. Głos którego tak nienawidziłam, którego tak się bałam.
Jake.

~.~.~.~.~.~.~.~.~.
Hej wszystkim :)) No i jest 5 rozdział, tak szczerze to średnio mi się podoba. Przepraszam za ewentualne błędy. Jak wam się podoba nowy wygląd bloga? Zawdzięczam go cudownej dziewczynie, która wykonała szablon. Tutaj macie jej bloga http://www.love-choice.blogspot.com/ Zajrzyjcie ;))
Z racji tego, że przed świętami rozdział się pewnie nie pojawi chciałabym wam życzyć wesołych, cieplutkich i słonecznych świąt. I mokrego lanego poniedziałku ;** Kocham <3
CZYTASZ=KOMENTUJESZ